Life, Medicine
comments 9

Urlop menstruacyjny — głupota nie boli

Moma Hells Kitchen and Flatiron New York Blog Advice (38 of 38)

Niektórzy ginekolodzy w Polsce i podobno nawet w Londynie zaproponowali urlop menstruacyjny – śmieję się z tego, bo każda informacja pochodząca z zachodu w polskich wiadomościach dodaje wiele punktów do wiarygodności. Czy paniom należy się dodatkowe pięć dni wolnego każdego miesiąca? Czy to kolejny wymysł feministek?

„Silny ból, nieustanne krwawienie, biegunka. Tysiące kobiet w Polsce cierpi w ten sposób przynajmniej dwa dni w miesiącu. Czy powinny móc je spędzić na płatnym urlopie menstruacyjnym?”

Pomysł jest moim zdaniem niedorzeczny z wielu powodów. Pierwszy z nich jest taki, że „bolesna miesiączka” jest zjawiskiem niezwykle subiektywnym. Według przeglądów literatury dotyka nawet do 95% kobiet. Każdy z nas inaczej odczuwa ból i nie ma obiektywnego sposobu ocenienia, czy panią Asię boli bardziej niż panią Hanię. Moja osobista zasada jest taka, że jeśli pacjent mówi, że boli to boli. Nie jest moim zadaniem dochodzenie do prawdy tylko pomoc osobie, która przyszła do mnie z problemem. Ból jest odczuciem subiektywnym i nie istnieją obiektywne metody jego kwantyfikacji.

Obfita miesiączka jest również terminem nieprecyzyjnym. W książkach obfitość krwawienia miesiączkowego jest podawana jako przekraczająca 80 ml na miesiąc. Słyszę, że dociekliwe umysły chcą wiedzieć jak to niby zmierzono? Otóż już wyjaśniam – zmierzyli to amerykańscy naukowcy (a któżby inny!) używając wagi oraz pomocnych pań, które dzieliły się z nimi zużytymi podpaskami. Jak można się domyślić badania te nie zostały wielokrotnie powtórzone ze względu na trudny aspekt praktyczny.

Przeczytałam kilka przeglądów literatury, ale tak naprawdę najwięcej o kobiecych dolegliwościach nauczyłam się na ginekologii i położnictwie na studiach. Kilka moich własnych mitów zostało raz i na zawsze obalonych przez panie ginekolożki (wiecie, że w UK jest więcej kobiet zajmujących się tym zawodem, niż mężczyzn?).

Miesiączka musi boleć

Prawda i fałsz jednocześnie! Ból miesiączkowy może być fizjologiczny (nic ci nie jest, ale i tak boli) lub patologiczny (jest jakiś powód, dlaczego boli). W czasie miesiączki wytwarzane są substancje, które ograniczają dopływ krwi do macicy co powoduje jej niedotlenienie i ból. Kobiety, które skarżą się na bolesne miesiączki mają większe stężenie tych substancji we krwi.

Wyjątkowo bolesne miesiączki mogą być spowodowane endometriozą lub inną patologią, ale nie są to częste przypadki. Każda kobieta, która ma bolesne miesiączki może porozmawiać z lekarzem, który przede wszystkim powinien zebrać bardzo dokładny wywiad dotyczący objawów. Jest też kilka prostych badań, które mogą wykluczyć procesy patologiczne.

Najważniejsze: bolesne miesiączki to ocena subiektywna. Jeśli pacjentka mówi, że są bolesne i szuka pomocy u lekarza ten pomnień zebrać wywiad, wykluczyć chorobę i przedstawić możliwości leczenia. Co ciekawe, w UK z takim problemem idzie się do lekarza rodzinnego, który jest jak najbardziej kompetentny, żeby pomóc takiej kobiecie. Świat prywatnej ginekologii w Polsce jest tematem na inny wpis i świetnym przykładem tego, jak wygląda medycyna, którą napędzają pobudki finansowe, zamiast dowodów naukowych na najlepsze metody i schematy leczenia.

Obfite miesiączki to patologia

Niekoniecznie. Spotkałam się z wieloma kobietami, które przyjmują tabletki hormonalne od lat nastoletnich. Później w wieku dwudziestu paru lat chcą zacząć starać się o dziecko, przestają brać tabletki i trafiają do lekarza z obfitymi miesiączkami. Dlaczego? Bo prawie nigdy nie miały szansy doświadczyć naturalnej miesiączki są zaskoczone jej obfitością.

Definitywna diagnoza endometriozy jest możliwa tylko przez operację, która wiąże się z pewnym ryzykiem. Czy warto dociekać prawdy, czy lepiej leczyć symptomatycznie? Oczywiście zależy to od indywidualnego przypadku, ale jeśli leczenie jest takie samo niezależnie od diagnozy to po co dawać sobie zaglądać w brzuch i narażać się na ryzyko znieczulenia ogólnego?

Chorobę trzeba leczyć u jej źródła!

Na polskich forach internetowych, na Facebook’u często spotykam się z dwoma argumentami, które są dla mnie nielogiczne.

Po pierwsze: leczenie symptomów to żadne leczenie!

Kompletna głupota. Leczenie symptomatyczne to jak najbardziej forma leczenia. Co więcej, wiele chorób w dzisiejszych czasach leczymy symptomatycznie, zaczynając od bólu a kończąc na przeziębieniach. Nasze ciała są niezwykle skomplikowane i próba trafienia w procesy patologiczne w górnej części ich kaskady wiąże się z większym prawdopodobieństwem efektów ubocznych. A często jest zwyczajnie niebezpieczne.Tak jakby ktoś chciał poprawić kolor wody w Wiśle w Gdańsku dodając barwnika już w Krakowie, a barwnik zmieniałby zapach wody na zapach zgniłego jajka. Woda byłaby niebieściutka, ale śmierdząca i to nie tylko w Gdańsku, ale we wszystkich miastach gdzie płynie Wisła. Czy warto dodawać barwnika już w Krakowie, skoro tylko Gdańszczanie skarżą się na kolor rzeki?

Dopiero od niedawna medycyna jest w stanie zaoferować pacjentom cokolwiek poza leczeniem objawowym. Co nie znaczy, że trzeba je zupełnie odrzucać. Celem leczenia jest poprawa zdrowia pacjenta przy jak najmniejszym ryzyku efektów ubocznych. Nie przedstawienie opcji leczenia, która jest „tylko objawowa” jest moim zdaniem niezgodne z powołaniem lekarza. Dlatego nie rozumiem jak można odmawiać kobietom, które w czasie miesiączki nie mogą podnieść się z łóżka z bólu lub z obawy przed przesiąknięciem podpaski w pracy, terapii hormonalnej, która jest jednym z jedynych sposobów na kontrolę krwawienia miesiączkowego. Ciekawe jest w tym kontekście pojęcie klauzuli sumienia.

Drugi argument: terapia hormonalna zamaskuje prawdziwy powód choroby.

To słyszałam głównie od młodych dziewczyn, które są przekonane, że coś jest z nimi nie tak. Sama do pewnego czasu nie zdawałam sobie sprawy z tego, że w młodym wieku nie ma aż tylu schorzeń ginekologinczych, których mogłaby się obawiać młoda dziewczyna. Po wstępnych testach można wykluczyć praktycznie wszystkie z nich i wtedy diagnozą jest dysfunkcyjne krwawienie maciczne, które w pierwszej linii powinno się leczyć objawowo.

Jak już ustaliliśmy, to co jedne kobiety mogą znieść z łatwością, u innych sprawi, że będą musiały zostać w łóżku.
Czy tym ostatnim należy się więcej dni urlopu? Czy powinniśmy im powiedzieć, że mają się wziąć w garść i przestać marudzić? I tak i nie — urlop zdrowotny należy się każdemu, kto nie jest w stanie pracować. Miesiączka na pewno może doprowadzić kobietę do takiego stanu, że nie może wstać z łóżka. Ale ból i objawy trzeba leczyć. Tak, czasem tylko symptomatycznie, jeśli nie ma możliwości zupełnego wyleczenia źródła dolegliwości.

Jestem pewna, że gdyby mężczyźni miesiączkowali, to temat miesiączki po pierwsze nie byłyby takim tabu, a po drugie to argumentów pod tytułem: „to żadne leczenie skoro problem nadal jest!” wcale by nie istniał.

Może najwyższa pora na więcej kobiet ginekologów w Polsce?

[toggles accordion=”true”] [toggle title=”DLA DOCIEKLIWYCH” color=”Accent-Color” id=”b1″]

  1. O obfitych miesiączkach – BMJ Best Practice: Menorrhagia
  2. O bolesnych miesiączkach – BMJ Best Praceice: Dysmenorrhoea
  3. Von Willebrand disease and other bleeding disorders in women: consensus on diagnosis and management from an international expert panel.
  4. Dysmenorrhea in adolescents and young adults: from pathophysiology to pharmacological treatments and management strategies.
  5. Diagnosis and management of dysmenorrhoea. [/toggle] [/toggles]
Filed under: Life, Medicine

by

Nazywam się Małgosia Frej i piszę blog o życiu: moim i świata, który mnie otacza. Moje wpisy to głównie reportaże z podróży, przemyślenia na tematym które mnie poruszają oraz wycinki z mojego życia i pracy jako młody lekarz w Szkocji.

  • https://monateblog.wordpress.com/ Mona Te

    Jestem jedną z tych kobiet, która przechodzi straszne katusze podczas miesiączki (głównie pierwszego dnia) i radzi sobie łagodząc symptomy, co nie zawsze skutkuje (zaznaczę tylko, że nie występuje u mnie żadna patologia). I w związku z tym przydzieliłabym jeden dzień takiego urlopu, ale nie wymyślałabym czegoś takiego jak urlop menstruacyjny. Bez przesady. Rozumiem, że jest dużo kobiet, które tak jak ja mdleją z bólu, ale nie rozumiem w jaki właściwie sposób miałby ten urlop być przyznawany. Tak jak napisałaś, każda kobieta przechodzi okres całkiem inaczej, dla niektórych najbardziej bolesny jest drugi dzień okresu, dla niektórych w ogóle są prawie bezbolesne. Pomysł, jak dla mnie troszeczkę mijający się z celem. Potrafię zrozumieć ideę zamysłu, ale reszty kompletnie nie 😀

    Pozdrawiam Cię cieplutko z deszczowego Wrocławia!
    PS Jestem tutaj od niedawna, przejrzałam pół archiwum i wiem, że zostanę na dłużej! twój blog stał się jednym z moich ulubionych miejsc w sieci <3

    • http://www.thefleetingday.com/ Malgosia Frej

      o jak mi miło, że napisałaś.

      to prawda, ze kobiety inaczej przechodza miesiaczke. mysle ze taki urlop bylby zwykle brany przez kazda kobiete, bez wzgledu na to czy ma bolesne dni czy nie, wiec dla ekonomii pewnie lepiej zeby go nie bylo. ale tez zarazem zeby pracodawcy byli wyrozumiali i zgadzali sie na jeden czy dwa dni zdrowotnego dla tych ktorzy go potrzebuja

      • https://monateblog.wordpress.com/ Mona Te

        Dokładnie o tym samym pomyślałam. A gdyby, przykładowo w jednym burze pracowałoby kilka kobiet, które często przebywają ze sobą, to “przez” taki urlop i “przez” synchronizację cykli miesiączkowych zniknęłyby na pięć dni. Bo mają do tego prawo. Trochę, jak dla mnie nieprzemyślany pomysł. Z drugiej strony pracodawcy na nic pracownica, która słania się na nogach z bólu i naprawdę koszmarnie się czuje. Ciężka sprawa.

        Cieszę się, że poruszyłaś ten temat ogólnie, bo często jest jeszcze tematem tabu w Polsce. Kobiety też się wstydzą przyznać, że cierpią przez okres. Naszła mnie właśnie taka refleksja: ile jeszcze musi minąć czasu, żebyśmy przestały wstydzić się naszej kobiecości (i wszystkiego co z nią związane)? Nie wiem, czy też zauważyłaś to wokół siebie, ale ja widzę, że jest wiele kobiet, które się wstydzą, nawet przed lekarzem. Nie chodzi mi tutaj o epatowanie czy wulgarne odsłanianie się (i fizyczne i mentalne), ale o taki ogólny komfort bycia kobietą, ze wszystkimi przywarami.

        Ściskam ciepło!

  • Brzeska

    Urlop menstruacyjny jest fatalnym pomysłem – począwszy do tego, że prawdziwe feministki [czyli ci co chcą równouprawnienia, a nie wprowadzenia równania kobieta>mężczyzna] tego nie chcą, bo zaprzecza równości praw, a skończywszy na ekonomii. Ja wiem, że ekonomia może iść sie poeprzyć w obliczu dolegliwości człowieka, ale taka prawda. Każdego miesiąca byłby deficyt pracowników, co jest słabe. Oczywistym jest, że są kobiety które cierpią, ale tak jak posałaś. Wtedy trzeba z tym medycznie walczyć. W innych przypadkach, okres u kobiety jest całkowicie naturalną sprawą i nie widzę powodu, by wprowadzać takowy urlop. To nie choroba, tylko normalna sprawa, więc nie istnieje potrzeba chowania pod kloszem kobiet kilka dni w miesiącu

    • http://www.thefleetingday.com/ Malgosia Frej

      Ale myślę, że to ciekawy argument, że możliwe, że ta sprawa wyglądałaby inaczej gdyby meżczyźni tez miesiączkowali. Dla wielu moich koleżanek miesiączka to jednak przykra przypadłość, mimo tego, że jest częścią naszej codzienności.

      • Brzeska

        Ale to bankowo inaczej by się do tego podchodziło

  • http://www.simplife.pl/ www.simplife.pl

    też swego czasu przechodziłam miesiączkowe katusze, jednak ostatecznie poradziłam sobie z tym problemem :)

  • http://gradowa.pl Gradowa

    Urlop to może przesada, bo znając ludzi, nadużywaliby sobie tego prawa, ale uważam, że prawo do przynajmniej jednego dnia menstruacyjnego, to nie jest głupi pomysł. Osobiście moje miesiączki są znośne, niezbyt obfite i krótkie, a gdy boli to jedna tabletka przeciwbólowa załatwia sprawę, ale samopoczucie to już inna sprawa. Moje nogi są wtedy ciężkie jakbym miała cegły przyczepione, jestem strasznie senna, a siedzenie przez dłuższy czas przy komputerze jest męką. Osobiście w ten 1-2 dni wolałabym popracować w łóżku. Więc jeśli nie urlop, to przynajmniej praca z domu, jeśli stanowisko pracy to umożliwia.

  • https://likethebicycle.wordpress.com Kasia Z.

    A mi się wydaje, że wystarczyłoby trochę więcej “ludzkości” w podejściu do ludzi i nieco więcej prostych, otwartych rozwiązań, zamiast domykania wszystkiego nieco na siłę…
    U mnie jest tak, że jeżeli jestem chora przez dzień lub dwa to zgłaszam to w pracy i mam to zapisane jako normalną chorobę. Od trzeciego dnia wzwyż muszę dostarczyć zaświadczenie / zwolnienie od lekarza. Jeżeli ktoś musi raz w miesiącu z powodu bólu zostawać w domu, wystarczy że to zgłosi. Samo słowo “urlop” mija się tu ze swoim znaczeniem, w końcu zostając w domu z powodu bólu nie jest to czas, który wykorzysta się na odpoczynek i ładowanie akumulatorów 😉