All posts tagged: pamiętnik młodej lekarki

blog lekarza w szkocji 7

Środki przeczyszczające i żarty lekarskie czyli co daje perspektywa trzech miesięcy pracy.

Co moja rodzina myśli na temat mojej pracy? Że ratuje życie za życiem każdego dnia. A co robię naprawdę? Przepisuję środki przeczyszczające. Może nie do końca, ale jest w tym trochę prawdy. Piszę po długiej przerwie i teraz czytając poprzednie wpisy, zdaje sobie sprawę jak wiele się zmieniło. Dużo było we mnie obaw i ciążyło nade mną wielkie poczucie odpowiedzialności. Nie mogę powiedzieć, że to już minęło, ale jest dużo lepiej. Jest normalniej. Bycie lekarzem jest już częścią mojego życia, częścią mnie. Kiedy wchodzę na oddział czuje ze to mój oddział, moi pacjenci. Przechodzę obok pokoju jednej z pań, jeszcze w płaszczu i z torbą na ramieniu, i sprawdzam, czy miała w nocy gorączkę. Ulga. Dzisiaj nie. Może zaoszczędzimy jej pobierania krwi w takim razie. Niektórzy pacjenci na ortopedii są miesiącami, rutyna mieszkania na oddziale musi być wyczerpująca, mimo dobrych warunków i przyzwoitego jedzenia. Sprawdzam ile pacjentów zostało przyjętych przez ostanie 24 godziny. Jestem dzisiaj „post-take”, co znaczy, że zespół, dla którego pracuje będzie odpowiedzialny za wszystkich nowych pacjentów ze złamaniami przyjętych do szpitala. Zwykle jest …

photodune-2932113-night-shot-with-a-silhouette-of-a-telescope-m copy

Sześciu lekarzy i 900 pacjentów, czyli arytmetyka nocnej zmiany.

Jest coś niesamowitego w pracy na nocne zmiany w ogromnym szpitalu. Atmosfera, kiedy wchodzę przez wahadłowe drzwi, a moje kroki są tłumione przez wydeptaną wykładzinę, jest zupełnie inna niż za dnia. Razem ze mną wchodzą pielęgniarki, portierzy, inni lekarze. Wiemy, że mamy jedno wspólne zadanie do wykonania, zanim słońce znów pojawi się na horyzoncie — utrzymać przy życiu jak najwięcej pacjentów. Najlepiej wszystkich, ale pewnie się to nie uda. Praca w nocy jest zupełnie inaczej zorganizowana niż za dnia. Tylko niektóre oddziały mają własnych lekarzy dyżurujących, a reszta szpitala polega na zespole nazywanym Hospital at Night, którego członkiem jest 6 młodych lekarzy, ze stażem pracy od zera (Foundation Doctors) do czterech lub ośmiu lat (Medical Registrars). W moim szpitalu jest 900 pacjentów, ale w czasie pracy w nocy wolę nie myśleć o tej arytmetyce. Zespołem dowodzą bardzo doświadczeni pielęgniarze lub pielęgniarki, którzy pracują tylko nocami. Nazywają się Advanced Nurse Practitioners i są trochę bogami w naszych oczach. Wchodzę do szpitala i idę na drugie piętro przebrać się w scrubs. Wybieram błękitne, o dwa rozmiary za …

Blip Blip

Blip blip. Niespodziewane przypadki z oddziału.

Oprócz biegania po korytarzach z fiolkami z krwią, przepisywania środków przeczyszczających i przeklinania mojego pagera, w szpitalu zdarzają się czasem sytuacje sięgające zenitu absurdu. 1. Blip blip. – Cześć, tu Maggie, lekarz F1 z żółtego zespołu (zespoły są oznaczone kolorami, mi się trafiło słoneczko, awww). – Cześć, tu pielęgniarka z oddziału 12, czy możesz szybko przyjść, zbadać panią A? – A co się dzieje? – Zasnęła w fotelu. – Jak wyglądają jej obserwacje? (tętno, temperatura, ciśnienie). – Wszystko w normie. – Obudziła się, kiedy ją zawołałaś? – Tak. – Myślę, że nic jej nie jest. Każdemu się może zdarzyć zasnąć w fotelu. – Ale jej głowa się przekręciła na bok. – OK, przyjdę za pół godziny. Jestem teraz zajęta. – OK. Dzięki. (odkłada słuchawkę). Pani A zwyczajnie zasnęła w fotelu. Napisałam w notatkach klinicznych: ATSP – fell asleep in a chair. Pasywna agresja. Do tej pory nie mówimy sobie miłego cześć tylko zdawkowe ‘hi’ z tą pielęgniarką. 2. Czwarta rano. Nocna zmiana. Blip blip. – Cześć, możesz przepisać panu B enemę? To bardzo pilne. – …

hello-my-name-is

Pot, łzy i płyny ustrojowe – pierwszy miesiąc bycia lekarzem w UK.

Minął pierwszy miesiąc. Wszyscy przeżyliśmy i wszyscy płakaliśmy w pracy chociaż raz. Mówiliśmy rodzinom, że ich bliscy nie przeżyją, certyfikowaliśmy śmierć, ścieraliśmy krew z linoleum, kał z rękawiczek i pot z czoła po trudnej resuscytacji. Jakie były te pierwsze cztery tygodnie naprawdę? Cholernie trudne. Na początku każdy z nas wyglądem przypominał królika na torach kolejowych, zaskoczonego przez światła nadjeżdżającego pociągu. Czasem udało nam się uniknąć zderzenia, innymi razy sytuacje rozjechały nas na płaski placek i nie mogliśmy się podnieść przez kolejne.. No właśnie – 10 minut? Bo mniej więcej tyle czasu młody lekarz ma na otrząśnięcie się z trudnej sytuacji, zanim przyjdzie mu radzić sobie z kolejną. Bywały momenty, kiedy biegłam korytarzem po fiolki na krew na drugi koniec oddziału i nagle poczułam ciężar tego, że to, co robie ma wpływ na życie drugiego człowieka. Że jeśli nie uda nam się włożyć tego wenflonu i podać pacjentowi dożylnie leku, udusi się z nagłego obrzęku płuc lub sepsy. Lekarze płaczą Po jednej trudnej rozmowie z pacjentem schowałam się w łazience, żeby popłakać przez 5 minut. Jeden …

8116086758_5637bc9cdf_h

Pamiętnik Młodej Lekarki – Czarna Środa

Nie chciałam wierzyć w mit Czarnej Środy — dnia, w którym młodzi lekarze zaczynają pracę na oddziałach szpitali w Wielkiej Brytanii. Wiedziałam, że będzie ciężko. Ale nie, że aż tak. Budzik zadzwonił o 5.15. Ubiegłam słońce, ale tylko o parę minut. I tak nie mogłam spać tej nocy. Poranny jogurt z granolą stawał mi kołkiem w gardle, przepchnęłam łykiem lekko ciepłej kawy. Czarna środa zaczęła się w miarę dobrze. W drodze na przystanek towarzyszyły mi tylko mewy łypiące jednym okiem, balansując na chudych nogach z wydatnymi stawami kolanowymi na pokrywach czarnych śmietników. Śmieciarki powoli zaczynały objazd po wąskich edynburskich ulicach. W tym samym czasie młoda lekarka recytowała w głowie dawki leków przeczyszczających i leczących nudności. Sama prawdopodobnie będzie potrzebowała tych ostatnich. Jogurt niebezpiecznie przelewał się w ściśniętym żołądku. W uszach Turnau obiecuje, że ‘naprawdę nie dzieje się nic’ a ja próbuje w to uwierzyć. Nie będę sama. Będą inni lekarze. Będzie dobrze. Musi być. Siódma rano, pager przypięty do krawędzi kieszeni, stetoskop wokół szyi – zaczyna się pierwszy dzień. Pokój, gdzie odbywa się ‘trauma meeting’ …

blog o medycnie

Pamiętnik młodej lekarki — pierwszy dzień pracy

Poszłam wczoraj wcześnie spać. Przygotowałam sukienkę i żakiet, dwa czarne długopisy. Na śniadanie odgrzałam pain au chocolate i zjadłam banana. Autobus nr 24 zawiózł mnie do szpitala, prawie nowego, położonego na obrzeżach Edynburga na drodze w Pentland Hills. Nie zbadałam dziś żadnego pacjenta, nie uratowałam żadnego życia. Nie było czasu na heroizm. Trochę papierkowej roboty i duża doza inspiracji. Kiedyś pisałam o tym, że inspiracja to nadużywane słowo. Zwłaszcza w czasach idealnego życia, które z zapałem udajemy i kreujemy na Instagramie, naszych blogach i lekko-prześwietlonych zdjęciach na Pintereście. Inspiracja powinna motywować do działania, przemawiać do naszych głęboko zakopanych pokładów siły i idealizmu, które popchną do zrobienia pierwszego kroku. Animować w nas pragnienie do bycia lepszym. Ciekawa jestem czy to prawda, że ideały i wartości kształtują się w nas w młodym wieku. Czy teraz jest czas, kiedy najbardziej wierzymy w to, że nasze życie może zmienić coś na świecie? Naiwność młodości, brak doświadczenia, które weryfikuje nasze cele? Wierzenie, że nawet jako trybiki w wielkiej maszynie, jesteśmy w stanie zmienić tory jej biegu. Nawet o milimetr, ale …