Life, Personal
comments 10

Dobroduszni frajerzy: praktyczne porady

Valparaiso street art (3 of 7)

Czasem zastanawiam się, czy nie jestem osobą, która widzi świat w zbyt ostrych kolorach. Suwak kontrastu jest bardzo podkręcony w moim życiu i często nie widzę nic poza białym i czarnym. Mam mocne poczucie tego, co jest dobre a co złe.

Jest wiele sytuacji, w których łatwiej byłoby przymknąć oko. Nie widzieć czegoś. Ściągnąć ten film na komputer i go obejrzeć zamiast płacić 9 funtów w kinie. Nie zadeklarować małego projektu w zeznaniu podatkowym. Nie powiedzieć w stołówce szpitalnej, że pod papadumem schował się ryż, za który powinnam dopłacić 50p. Nie zwrócić uwagi pani u optyka, że nie dodała pokrycia antyrefleksyjnego do mojego rachunku. Życie byłoby o tyle prostsze, gdyby mój kompas moralny był mniej wyczulony na północ uczciwości.

Valparaiso street art (1 of 7)

Lista marzeń należy do typu spraw, na które nie powinnam mieć czasu. Marzenia, hedonizm, własny czubek nosa, uprzywilejowane życie, piękne piaskowe kamienice zbudowane na krwi niewolników z Karaibów, hotele w Dubaju, gdzie jedna doba kosztuje tyle, co dializa pięciu osób z niewydolnością nerek rocznie — wszystkie te myśli tłoczą się na jednym zwoju mojego mózgu.

Kiedy sięgałam dziś rano po kawałek wedlowskiej przed oczami miałam dzieci wydobywane spod gruzów w Nepalu. Po życiu z moim mózgiem przez ostatnie 26 lat życia, musiałam wpaść na pomysł jak spowolnić tę maszynę, która powoli zaczęła zamieniać mnie w hybrydę Ani z Zielonego Wzgórza i Doktor Quinn.

Valparaiso street art (7 of 7)

Przez lata znalazłam mój własny sposób na staranie się o uczciwość każdego dnia i przy tym zachowanie zdrowego umysłu:

1. Nie ulegać małym pokusom.

Zalicza się do tego nie jeżdżenie na gapę,  płacenie podatków za każdą pracę i odmowa obgadywania innych. Uleganie małym pokusom sprawia, że kręgosłup moralny może stać się zoraz luźniejszy. Od niepłacenia podatków jest całkiem niedaleko do poważniejszych wykroczeń.

2. Brak kompromisu. W pewnych sprawach.

Nie oglądam pirackiej telewizji, nie ściągam pirackich programów. Jeśli na coś mnie nie stać, znajduje sposób, żeby obejść się bez tego. Nie uważam, że muzyka jest za droga i dlatego mam prawo ją kraść z internetu. Nie chciałabym pracowałać dla firmy tytoniowej ani nie podpisałabym kontraktu z firmą farmaceutyczną jako lekarz. Są pewne rzeczy których nie chciałabym nigdy zrobić.

Valparaiso street art (4 of 7)

3. Drobne gesty, duża radość.

Każdego dnia staram się powiedzieć komuś komplement. Ładne kolczyki pielęgniarki, pysznie wyglądający lunch koleżanki, uśmiech do portiera w szpitalu, zauważenie, że lekarka ufarbowała włosy, dłuższa rozmowa na temat zegarków z GPS-em z fizjoterapeutą, który jest fanatykiem biegania. Zainteresowanie drugą osobą nie przychodzi mi naturalnie, bo mam naturę introwertyczki. Często bliscy mówią mi, że sprawiam wrażenie oschłej i niedostępnej osoby. Mam nadzieję, że drobne gesty pomogą mi to zmienić.

4. Szukać dobra w innych.

To prawdopodobnie najważniejszy element mojej strategii. W tym całym biznesie bycia dobrym człowiekiem bardzo łatwo zapatrzeć się w siebie, w swój idealny obraz. Kiedy inni mnie denerwują, staram się zobaczyć w nich coś dobrego, najlepiej coś, co mnie wzruszy lub rozczuli. Najtrudniej wprowadzić to w życie w przypadku najbliższych. Dużo prościej skupić się na negatywach. Myślę, że ta zasada jest jedną z podstaw szczęśliwych długoterminowych relacji, w tym małżeństwa. Czynne szukanie tego, co dobre, atrakcyjne w drugiej osobie pozwala nam odciągnąć uwagę od minusów i wad.

5. Codzienne podsumowanie.

Nie mówię o rachunku sumienia, ale raczej o trzeźwym spojrzeniu na swoje działanie i wypowiedziane słowa po tym, kiedy emocje opadną. Mówienie przepraszam, kiedy czuję, że coś poszło nie tak w relacji z drugim człowiekiem, nawet kiedy nie rozumiem, o co poszło, jest jednym z najlepszych sposobów na dojście do porozumienia.

6. Prawda należy się tylko niektórym.

Nauczyłam się tego relatywnie niedawno. Nie każdy człowiek musi znać prawdziwą odpowiedź na pytanie, które mi zadaje. Ludzie często są wścibscy, nie życzą mi dobrze i lepiej jest uciąć rozmowę, powiedzieć, że miało się super weekend lub zwyczajnie powiedzieć to, co pytająca osoba chciałaby usłyszeć. Na przykład często nie przyznaje się, że miałam 21 lat, kiedy wyszłam za mąż, bo za bardzo to ludzi dziwi. Czasem też nie mówię, że jestem z Polski, kiedy pacjent spędza 15 minut narzekając na polskich imigrantów, zanim spyta mnie skąd jestem.

7. Dbanie o siebie jest ważne.

Do pewnego czasu łatwo było mi mylić bycie uczciwym z byciem naiwnym. Zdarzało się, że z chęci pomocy innym byłam przemęczona, rezygnowałam z własnych potrzeb i przyjemności, a ludzie to zwyczajnie wykorzystywali. Z pomocą bliskich i przyjaciół zaczęłam pracować nad asertywnością i dbaniem o siebie. Odkąd koleżanka mi powiedziała o metodzie zdartej płyty korzystam z tego w wielu sytuacjach. Kiedy nie chcę czegoś zrobić dla kogoś, bo nie mam czasu lub ochoty zwyczajnie odmawiam. Bez tłumaczenia się, bez podawania powodu.

8. Dobry nie znaczy frajer.

To moje największe odkrycie. Pamiętam, że do pewnego czasu martwiłam się o swój wizerunek „grzecznej dziewczynki”. Było to częścią mojej natury, że w szkole wolałam czytać książkę niż iść na piwo w krzaki, nie chciałam uciekać z lekcji, a na studiach wychodziłam na imprezy do znajomych, zamiast szaleć w sławnym klubie studenckim o wdzięcznej nazwie „ Why not?” i podłodze pokrytej ludzkimi płynami ustrojowymi.

Taka już byłam i nadal jestem. Spokojna. Nudna. Zwyczajna. Prostoduszność jest prawdopodobnie najlepszym słowem określającym mój styl bycia. Zapewne można mnie wykorzystać łatwiej niż innych ludzi,  spryt nie jest moim znakiem rozpoznawczym, ale nie znaczy to, że jestem gorszym typem człowieka. Wyznaję zasadę, która po angielsku brzmi: good for you, not for me – super, że lubisz chodzić klubować lub jeździc na Ibizę z koleżankami, że chcesz spędzić przerwę na lunch plotkując o lekarce, której wczoraj coś nie poszło.  Ja wyjdę wtedy z pokoju.

Nie mam poczucia bycia lepszą od innych, chcę być tylko lepsza od wczorajszej wersji samej siebie. Przybijam dziś piątkę innym dobrodusznym frajerom. Wierzę, że potrzeba nas więcej na świecie.

Valparaiso street art (6 of 7) Valparaiso street art (5 of 7) Valparaiso street art (3 of 7)

 Zdjęcia: wiekszość robiona przez J’a. Niektóre moje. Valparaiso, Chile 2015

Filed under: Life, Personal

by

Nazywam się Małgosia Frej i piszę blog o życiu: moim i świata, który mnie otacza. Moje wpisy to głównie reportaże z podróży, przemyślenia na tematym które mnie poruszają oraz wycinki z mojego życia i pracy jako młody lekarz w Szkocji.

  • http://niesmigielska.com/ nieśmigielska.com

    oschła i niedostępna? nie wiem, ja takiego wrażenia nie odnioslam, to chyba ostatnie co mogłoby mi się z Tobą skojarzyć.

    ha, uderzyłaś w bardzo czuły punkt, vide nasza rozmowa o lightroomie. nadal nie wiem co gorsze, to że przyznaję Ci że masz 100% racji i nadal oglądam ściągnięte filmy czy gdybym miała to w nosie i robiła co chcę bez mrugnięcia okiem. czy usprawiedliwia mnie to, że na innych płaszczyznach jestem coraz lepsza? to że stalam się bardziej pomagalska a mniej złośliwa, że zawsze powiem pani w sklepie jeśli wyda mi za dużo reszty? raczej wątpię, ale to juz kwestia sumienia, każdy ma swoje. każdy ma też swoje granice.
    inna sprawa, że społeczne przyzwolenie na tego typu praktyki jest tak duże, że aż zachęca, żeby się pooglądać na innych i zrzucić odpowiedzialność. wy nie jesteście frajerami, uczciwość to nie jest frajerstwo. śmiać się z kogoś dlatego że zaplaci bilet do kina to stawianie wartości na głowie. to my, piraci, jesteśmy złodziejami.

    btw, zastanawialam się skąd te zdjęcia (nie pasowało mi na szkocję 😉 – i już wiem. valaparaiso wskakuje na 1000% na listę, która składa się już z 4 rzeczy na chwilę obecną.

    • http://www.thefleetingday.com/ Malgosia Frej

      Moje rodzeństwo ogląda filmy, ściąga muzykę wszystko z Internetu i raz in powiedzialam ze się z tym nie zgadzam Ale nie będę tego powtarzać. Myślę ze ważne żeby ludzie mieli swoje zasady i dopóki nie jest to przyzwolenie na coś okropnego ti nie będę im tego wypominać bo nie sądzę żeby to była moja rola.

      Co do valparaiso to było to jedno z moich ulubionych miejsc w Chile. Super artystyczne miasto, Street Art WSZEDZIE tanie hostele morze tanie wino klubu gdzie codziennie tańczą salse i kawiarnie gdzie ludzie czytają własną poezję.

  • http://stuffedmice.net/ stuffedmice

    Kurcze, ja to chyba jednak “stirrer” jestem, bo po punkcie numero 6 pomyslalam, ze z mila checia wale, ze jestem z Polski nawet tym, co na Polakow-imigrantow narzekaja. Bawi mnie takie wlozenie kija w mrowisko tylko dlatego, ze zupelnie nie obchodzi to, ze ktos ma z tym problem. Wiesz, przelozenie zasady good for you, not good for me na your problem, mate, not mine. Nie ma w tym moim podejsciu aktywizmu, checi zmiany, po prostu daje komus odpowiedz, a co ktos z nia zrobi to juz jego sprawa. PS: Moj przyjaciel odmawia odpowiedzi na pytanie “where are you from” (raz na uporczywe pytania kolezanki z pracy zakonczone “are you from Russia?” odparl “are you from the Home Office?”:)).

    Co do reszty – fajnie, ze nie jestes Ania z Zielonego Zgorza:) Poza tym tez nie ogladam piratow, place za Spotify, nie publikuje cudzych zdjec na Instagramie, ale kupilam raz krzesla-podroby (oddalam i kupilam oryginaly, splacenie ktorych zajelo mi rok. Whoop!). Duzo zmienia sie jednak moje podejscie do praw autorskich ostatnio. Jako byly fotograf, a obecny grafik, na kazdym kontrakcie spotykam sie z niezrozumieniem “problemu praw autorskich fotografow”. Kiedys bylam bardzo konserwatywna w temacie, teraz mam wiekszy luz. “If you copy from one author, it’s plagiarism. If you copy from two, it’s research.” i Everything is a remix sa mi blizsze i blizsze. Wole kucharskie “you can’t patent a recipe” od zacieklego bronienia praw. I tak to wlasnie wybazgralam sie w temacie od tematu odchodzac:)

    • http://www.thefleetingday.com/ Malgosia Frej

      haha podoba mi sie odpowiedz “are you from the gome office?” moze to zastosuje. Ja zwykle kaze sgadywac ludziom i wiekszosc mysli ze Hiszpania, Francja albo inne kraje srodziemnomorskie (nie mam pojecia dlaczego). Co do krzesel to chyba nie mialabym problemu kupic repliki Eames. kazdy ma swoje granice jak widac.

  • http://lendryggen.pl/ Praline

    “Prawda należy się tylko niektórym” odkąd pracuję “etatowo” jako niania już piętnastomiesięczniaka przestałam tłumaczyć starszym paniom w tramwaju, że nie jestem matką. Nauczyłam się uśmiechać do ich pogardliwych (jednak) twarzy i przytakiwać jakie to dziecko cudowne i urocze. Podpisuję się pod wszystkim co napisałaś. Nie umiem tylko wciąż odmawiać. Potrafię przejechać pół Polski poświęcając swój weekend, żeby znajomi mogli pójść na bal na sto par.

    Napisałaś to tak konkretnie, że nie trzeba komentować. Myślę, że jesteśmy do siebie bardzo podobne.

    • http://www.thefleetingday.com/ Malgosia Frej

      asertywnosc to cos nad czym musze pracowac prawie kazdego dnia. znam osoby, ktore nie maja z tym problemu i im zazdroszcze czasem.

      ps. dziekuje za mile slowa. moze uda nam sie kiedys spotkac:)

  • http://www.wyrwanezkontekstu.pl/ Joanna Pachla

    tak bardzo lubię Cię czytać, mój ulubiony, dobroduszny frajerze. <3

    • http://www.thefleetingday.com/ Malgosia Frej

      w pelni odwzajemnione uczucie <3

  • http://dziswprogramie.blogspot.com/ escapologist

    oschła i frajerska ja przybijam piątkę :)

  • Nieszka

    Z każdym punktem się zgodzę, dobre rady a przy tym zachowany zdrowy rozum. :)