All posts filed under: Thoughts

paris video from a weekend trip

Krótko: nienawiść to nienawiść.

Po dwóch tygodniach urlopu wydaje mi się, że jest wszędzie: w telewizji, w mediach społecznościowych, w silnym ramieniu chłopaka, który tak mocno naparł na mnie na chodniku, że straciłam równowagę. Szukam w świecie łagodności. Ostatnio na próżno. Po wczorajszej paryskiej tragedii, głosy nienawiści zaczęły dobiegać z ust, z których nigdy bym się ich nie spodziewała. Miliony ludzi posądzane są o nienawiść w komentarzach przesyconych nią na wskroś. Tak jak napisał Konrad — nazywana hejtem brzmi dużo łagodniej, może nawet zabawnie. Płytko. Mniej poważnie. Jest prawie usprawiedliwiona. Zbyt łatwo uzasadniana, pod angielskim pseudonimem panoszy się nawet wśród naszych bliskich. Nienawiść ma to do siebie, że tak jak jej przeciwieństwo, miłość, może popchnąć do działania. Ma w sobie cechę spontaniczności. Staje się przerażającym natchnieniem i zachętą. Fala nienawiści, jaka wylewa się ostatnio w internecie, jest dla mnie nie do pojęcia. A jeszcze gorszy jest brak zrozumienia tych, którzy ją wylewają. Brak przyznania się do tego, że posądzanie milionów ludzi o złe zamiary tylko ze względu na ich religię jest krzywdzące. Że polubienie zdjęcia szydzącego z imigrantów nie jest …

o marzeniach

Marzenia? Wolę pustą baterię.

Podziwiam osoby, które żyją swoimi marzeniami. Taki wiek. Jesteśmy jeszcze młodzi, większość z nas nie ma kredytu i już wiemy, żeby raczej nie brać go w walucie, w której nie zarabiamy. Tylko czy marzymy o tym, czego naprawdę pragniemy? Czy nasze pragnienia nie są wypadkową całego szumu, jakim jesteśmy otoczeni, odkąd przestaliśmy na zawołanie rodziców wydawać głosy zwierząt hodowlanych? Kłamstwo Moje pokolenie, nazywane pieszczotliwie ostatnimi dziećmi komunizmu, miało szansę obserwować, jak wygląda dojście do jako takiego sukcesu. Nasi rodzice, z większą lub mniejszą zwinnością, odnaleźli się w Polsce, która zostawiła czasy partyjne za sobą. A przynajmniej się starała. Stara. Ich ciężka praca zaowocowała schludnym mieszkaniem, wakacjami, wyjściami na Sylwestra organizowanego w lokalnej sali weselnej (lub gimnastycznej – pozdro dla Garwolaków). Obrotniejsi założyli własne firmy i wzbili się na wyżyny kapitalizmu. My bacznie obserwowaliśmy cały proces łypiąc znad naszych konsol pegazusa. Konsole zamieniliśmy na komputery (Braci Mario na Need for Speed i Simsy) i w międzyczasie dorośliśmy. Przez pierwsze 12 lat edukacji rodzice mówili nam, że wystarczy dobrze się uczyć, że jesteśmy wyjątkowi, że jak tylko …

autumn in edinburgh (9 of 89)

On travel and inspiration

Recently I’ve been thinking about what kind of traveller I want to be. I know I want to see the world, but I  fear that I don’t have enough time on this Earth to truly get to know it and make it mine. I marvel at the beauty of the surrounding landscapes. At the length of time it took nature to shape and mould the land into hills, to carve the rocks and to groove the river beds. I am forever fascinated by the stories of travellers and discoveries. Let’s consider Ernest Shackleton for instance. He travelled to Antarctica four times for no other reason than curiosity and restlessness. He said: I seemed to vow to myself that some day I would go to the region of ice and snow and go on and on till I came to one of the poles of the earth, the end of the axis upon which this great round ball turns. He eventually died of heart attack on the shores of South Georgia after an unsuccessful attempt to …

IMG_0398

On doing what you love

A little girl carried bread on a metal dish and alongside her walked a little boy, perhaps 4 years old, carefully carrying a carafe full of wine. That’s usually what happens in our church every Sunday. The children love it, they like playing an active part during the Service. The little boy was wearing a tiger onsie and the biggest smile. It was his moment. He felt important and was wearing his favourite outfit at the same time. I could tell it totally made his day. I wondered for a moment if it was appropriate? Would I allow my child to wear a onsie to church? Isn’t this sort of thinking precisely the difference between adults and children? Kids just do what makes them happy, often without thinking about the consequences, let alone worrying about what others would think about their actions. If they feel like jumping around, they just go for it. Be it in their own room or in the middle of a supermarket. If they need to sing “Let it go” on …

ECAdegreeshow8

Kiedy powiem sobie dość {1}

Kiedy powiem sobie dość. Część 1. Czyli historia tego, jak założyłam własny biznes w UK, który dał pracę ponad 50 osobom. Jest to temat, którego unikałam w rozmowach ze znajomymi i rodziną przez prawie dwa lata. Postanowiłam podzielić się moim doświadczeniem na blogu, żeby poruszyć parę tematów, które są dla mnie ważne. Za 5 czy 10 lat pewnie zapomnę, jak się czułam z moimi decyzjami, a chcę to udokumentować i zapamiętać. Po części, żeby nie powtórzyć tych samych błędów drugi raz, ale też po to, żeby spojrzeć na swoje przemyślenia z zewnątrz i zrobić bilans zysków i strat. Zacznijmy od początku. W przaśnym wieku dwudziestu dwóch lat wyszłam za mąż. Byliśmy biedni, ale pracowici. Miałam skończone pierwsze studia, J miał ofertę pracy w zawodzie, ale dopiero po skończeniu studiów. Ja natomiast właśnie dostałam się do szkoły medycznej. Moje marzenie się spełniło, ale wiedziałam, że muszę pracować, żebyśmy związali koniec z końcem. Trzy zmiany w maczku tygodniowo niestety (albo stety) nie wchodziły już w grę, bo mój uniwersytet znajdował się o 75 km od miejsca zamieszkania. …

b and w

Embracing melancholy

As the days become shorter, colder and wetter I’ve been thinking about the balance between happiness and melancholy in my life. It seems to me that the world around me is trying to eradicate all states of sadness and sorrow. Ever since the last Halloween decorations were replaced by grinning reindeer and snowmen, the media and adverts are shouting: “be merry!”, “share the joy of the season”, “rejoice!”. I feel that the experience of happiness promoted around me is always rushed. Immediate gratification of Christmas shopping, superficial contentment of drinking a quick eggnog mocha or a mug of mulled wine at an overcrowded German market. Why are we trying to erase the melancholy of Autumn and Winter season and replace it with an obsession with happiness? Sadness is an inherent part of what makes us human. It is one of the many feelings we are capable of and what makes our inner selves complete. I feel as though there is a societal pressure to weed out melancholy completely and quickly fill the void with contentment and …

street-music-326872_1920

Tak Bono, oni to wiedzą.

Ostatnio ktoś mi powiedział, że jestem bardzo podatna na wpływ innych ludzi. Zwłaszcza na dobry marketing. Przyznaje sie bez bicia, że czasem mam ochotę na przesłodzony mleczny napój o posmaku kawy w czerwonym kubeczku. Dobry marketing sprawia, że bardzo łatwo i wygodnie jest być konsumentem.Fajna bluzka. Jestem młodą kobietą sukcesu, tylko takiej bluzki brakuje w moim życiu. O, z etycznie produkowanej bawełny. Super, kupuję bluzkę i przyczyniam się do ocalenia planety. Win-win. W ostatni weekend pewien Irlandzki piosenkarz zgromadził grupę artystów. Nagrali wersję piosenki “Do they know it‘s Christmas”, żeby zebrać fundusze na rzecz pomocy państwom borykającym się z epidemią eboli. Pierwsza wersja piosenki powstała trzysieści lat temu, kiedy w Etiopii panowała klęska głodowa. Utwór jest jednym z najlepiej sprzedających się singli na świecie, a cel wydaje się bardzo szczytny. Czas świąt powinien być czasem szczęścia i pokoju albo co najmniej porządnego obżarstwa. Krwotok z każdego otworu ciała nie pasuje do aury radości i poświaty lampek choinkowych. Nikt nie chce świata pełnego eboli, ale tak samo nikt nie chce epidemii HIV, malarii, głodu i biedy. W tym …

on names

On names

1. I walk past two elephant skeletons at the entrance to the wing of the old medical school building in Edinburgh. I’m here to meet my director of studies at Edinburgh University. I take a seat opposite him, slightly nervous.  I’m 19 years old and it’s my 3rd day in Scotland. He looks at my name written in his note. “Mal…Mmm..- how do you say your name?” “It’s Małgorzata, the equivalent of Margaret in Polish. But most people call me Gosia. Goh-shyah”, I repeat slowly. “What a lovely name”, he says. I don’t hear much convinction. “Thank you”, I want to believe him. 2. “Is your name ‘Russia’?  – asks a girl in one of my first classes. “No, but it’s close! It’s pronounced Goh-shyah. It’s a diminutive of Margaret, only in Polish.” “Oh, ok. Please never mention to anyone that I thought your name was Russia!” (We become very good friends and still laugh about this story. ) 3. After finishing my first degree, I decide to move to Glasgow university to study medicine. …

3618037604_757950967a_z

What do you think when I say….

… Poland? Recently I’ve been thinking a lot about the power of associations. The Internet is full of trends, people tend to navigate towards certain aesthetics. The best example of that is Pinterest, which is bursting with images with highly saturated colours, white space and natural light. What interests me most though, are associations we make related to certain countries and cultures. Obviously they will be rooted in our experience of people, products, literature, art and cuisine. However I think our perception of certain countries is deeply influenced by marketing, news and media i.e. PR. ^^ Slowinski National Park, Sand Dunes I tried to remember what was my perception of Great Britain before I moved here. I remember reading Wuthering Heights, The Importance of Being Earnest, Dr Jekyll and Mr Hyde and of course Jane Austen in high school. Oh, how I loved the descriptions of misty fields covered in heather, cold country houses with high ceilings and dogs lying by the fireplace. Harry Potter books sparked by imagination as I thought they described the …

6a00d8341bf8f353ef01901bb6bdab970b.jpg.size.xxxlarge.promo

Ethical travelling

Just because you can go somewhere, does it mean it’s ok to do so? Let me elaborate. Most medical students in the UK around this time of year will be busy booking flights to exotic places for their electives, and I’m stuck. It’s not that I don’t want to go. I dream of travelling and seeing new countries, but just because I can go, doesn’t mean that I should. Or, that it would be the right thing to do. I’ve been reading a lot of stories recently about people who abandon their daily lives, quit their jobs and go travelling. That’s usually seen as commendable and a very positive thing to do. Travels broaden one’s horizons, teach you about yourself, about other people. Similarly, medical students who go to Nepal or Ghana for their elective will leave their placements enriched, more appreciating of the good health care in their home countries. They will have seen clinical signs and met patients with conditions, which so far were only reachable in textbooks. While in medical school, we …