All posts filed under: Life

Base of Torres trek W (27 of 47)

Co lubicie najbardziej, czyli 10 najpopularniejszych wpisów 2015 roku.

Dopadł mnie ostatnio jeden z pierwszych w moim życiu bloków pisarskich. W głowie kłębią się pomysły na ważne wpisy, a kiedy siadam do klawiatury, zaczynam myśleć o tym, czy by nie napisać o moich ulubionych kosmetykach do makijażu. Żeby przerwać to błędne koło, spójrzmy dziś na to, co najchętniej czytaliście w roku 2015 w tych moich niebiesko-białych stronach. 1. Medycyna? Nie warto. Czyli o mojej misji zniechęcania innych do studiowania medycyny i zostawania lekarzem. Obrałam sobie za moje zadanie mówienie o tym, że lekarzem warto zostać, tylko jeśli jest to przemyślana i dojrzała decyzja, poparta dobrą motywacją. Liczysz na duże pieniądze zarobione małym wysiłkiem? Lubisz biologię i chemię i nie masz innego pomysłu na studia? Chcesz cieszyć się wysokim statusem społecznym dzięki swojemu zawodowi? Nie zostawaj lekarzem. 2. Dobroduszni frajerzy: praktyczne porady Wpis, który powstał trochę przez przypadek, po tym, jak stwierdziłam po raz kolejny, że bywam naiwna i zbyt dobroduszna. Staram się w ludziach widzieć dobro i czasem się na tym parzę. Ale czy rzeczywiście bycie dobrodusznym frajerem jest takie niekorzystne? A co gdyby byłoby …

img_0054.jpeg

Życzmy sobie dobrze

Każdy dzień jest dobry, żeby życzyć dobrze drugiemu człowiekowi, nie tylko 24 grudnia. Sama nie przepadam za tradycją łamania się opłatkiem. Zwykle jest trochę niezręcznie, niektóre osoby się omija mając nadzieję, że nikt nie zauważy, że zabraknie opłatka i uda się nie wymieniać tych paru zdań patrząc na swoje skarpetki. Nie łatwo jest na poczekaniu ubrać myśli w słowa i zwykle palnie się coś zbyt banalnego albo zbyt górnolotnego. Dzisiaj chcę życzyć Tobie, sobie i światu żebyśmy byli dobrzy. I może chociaż trochę śniegu na dworze z rana. Reszta się jakoś ułoży. – wasza Małgo

Warszawa january 2015 (22 of 23)

Emigracja: życie w rozkroku?

Mimo tego, że wyjechałam zupełnie na swoich warunkach, czasem czuję się jak na wygnaniu. Noszę w sobie poczucie straty. Tych letnich kilogramów truskawek i czereśni. Wieczorów z otwartym oknem na Królewskiej i bolącego brzucha od żartów mojej siostry. Upalnych dni i wieczornych burz. Kabanosów na wyciągnięcie ręki. Szczekania psów wieczorem, kiedy zasypiam. W Edynburgu nie szczekają. Emigracja w młodym wieku to coś innego niż wyjazd po trzydziestce. W Polsce zostawiłam nie tylko rodzinę, przyjaciół i swój pokój, ale też lata nastoletnie, beztroskę liceum i dzieciństwo. Czasy, które nigdy nie wrócą, a z każdym rokiem są coraz bardziej idealizowane w mojej pamięci. Kiedyś myślałam, że żyję w ciągłym rozkroku. Między Polską a Szkocją, między rodziną a pracą, między jedną częścią mnie, która kocha medycynę, a drugą, która chce pojechać na Antarktydę i spać w namiocie pod zielonym światłem Zorzy Polarnej. Tak już się złożyło, a ja z czasem się do tego przystosowałam. Człowiek jest w stanie przystosować się do prawie wszystkiego. Kiedy w mediach jest mowa o Polakach, o emigracji, o tej homogenicznej szarej grupie ludzi, która …

TwitMedyk(1)

Twitter zamiast szkoły medycznej?

Kiedyś były tylko wykłady w starych salach obitych boazerią, ze stołem do sekcji zwłok na dole i stromymi rzędami ławek aż pod sufit. Siedzenie z nosem w książkach, zakuwanie, zdawanie, zapominanie. Potem przyszedł czas na kliniki, chodzenie dużą grupą za jednym lekarzem, zostawanie po godzinach na oddziale, żeby poćwiczyć badanie, wieczorem kółka naukowe, żeby coś wpisać na CV. Brzmi znajomo? A co gdyby Twitter nauczył Cię jak być dobrym lekarzem? 140 znaków zamiast 140 stron książek. Możliwe, że stanie się to rzeczywistością. W Wielkiej Brytanii przez ostatnie 4 lata zaczął rozwijać się nowy nurt nauki medycyny nazywany #FOAMed czyli Free Open Access Medical Education. Składają sie na niego blogi, podcasty, strony interetowe, ale również wiele różnych form działalności na Twiterze. Sama zaczęłam używać twitera w czasie kiedy aplikowałam na medycynę i od tamtej pory poznałam wiele ludzi, którzy są na tym samym etapie co ja. Za dwa tygodnie, wszyscy tego samego dnia zaczynamy naszą pierwszą pracę i mamy już własną małą grupę wsparcia, do której napewno będę często zaglądać. Od dawna na przykład działa hasztag …

Moma Hells Kitchen and Flatiron New York Blog Advice (38 of 38)

Urlop menstruacyjny — głupota nie boli

Niektórzy ginekolodzy w Polsce i podobno nawet w Londynie zaproponowali urlop menstruacyjny – śmieję się z tego, bo każda informacja pochodząca z zachodu w polskich wiadomościach dodaje wiele punktów do wiarygodności. Czy paniom należy się dodatkowe pięć dni wolnego każdego miesiąca? Czy to kolejny wymysł feministek? „Silny ból, nieustanne krwawienie, biegunka. Tysiące kobiet w Polsce cierpi w ten sposób przynajmniej dwa dni w miesiącu. Czy powinny móc je spędzić na płatnym urlopie menstruacyjnym?” Pomysł jest moim zdaniem niedorzeczny z wielu powodów. Pierwszy z nich jest taki, że „bolesna miesiączka” jest zjawiskiem niezwykle subiektywnym. Według przeglądów literatury dotyka nawet do 95% kobiet. Każdy z nas inaczej odczuwa ból i nie ma obiektywnego sposobu ocenienia, czy panią Asię boli bardziej niż panią Hanię. Moja osobista zasada jest taka, że jeśli pacjent mówi, że boli to boli. Nie jest moim zadaniem dochodzenie do prawdy tylko pomoc osobie, która przyszła do mnie z problemem. Ból jest odczuciem subiektywnym i nie istnieją obiektywne metody jego kwantyfikacji. Obfita miesiączka jest również terminem nieprecyzyjnym. W książkach obfitość krwawienia miesiączkowego jest podawana jako …

graduation-5860 (1 of 1)-2

Jak to jest skończyć Hogwart?

Za miesiąc kończę 27 rok życia, takie rzeczy nie powinny mnie już chyba obchodzić. Ale w dniu wręczenia dyplomów uśmiech nie schodził mi z ust (metaforycznie, praktycznie mam raczej resting bitch face). Kiedy kończyłam pierwsze studia, czułam jakąś tam dumę, ale bardziej miałam poczucie, że kończy się coś, co i tak za długo już trwało. Chciałam studiować medycynę, wiedziałam już, że czeka na mnie ciepłe miejsce w szkole medycznej w Glasgow i nie mogłam się doczekać. Moje pragnienie studiowania medycyny jest jedną najmniej racjonalnych rzeczy w moim życiu. Nie wiem, skąd się wzięło. Próbowałam je zagłuszyć, wyrzucić z mózgu, tłumaczyć sobie, że jestem artystką w sercu, a nie jakimś odtwarzaczem faktów. Zapierałam się rękami i nogami, a z drugiej strony nie mogłam przestać o tym myśleć. Teraz z perspektywy czasu podejrzewam, że była to gra mojej przerośniętej ambicji. Wiedziałam, że na medycynę trudno się dostać, więc musiałam dopiąć swego. Nadal nie tłumaczy to jednak, dlaczego mam uśmiech na twarzy o 4 rano w środku nocnego dyżuru na noworodkach i tęsknie za szpitalem w czasie wakacji. …

Nie bądź potworem, lekarzu!

Lekarze i pielęgniarki są zajęci, nikt nie ma na nic czasu, służba zdrowia jest niedofinansowana. Czy w takich warunkach jest jeszcze miejsce na życzliwość? Czy to fanaberia, o której powinniśmy zapomnieć i zająć się poważniejszymi sprawami a zamiast dziękuje i proszę wydawać krótkie polecenia i liczyć na posłuszeństwo pacjenta? Nie bądź potworem, lekarzu! Ostatnio w warszawskich tramwajach pojawiły się reklamy w humorystyczny sposób opisujące różne rodzaje aspołecznych zachowań podróżujących. Są Ci, którzy rozmawiają za głośno przez telefon, ci, którzy nie wypuszczą cię z tramwaju na przystanku, bo zastawiają swoją osobą przejście. Pomyślałam, że można by stworzyć taki wykaz zachowań lekarzy i innych pracowników służby zdrowia. Będąc teraz w Polsce, parę razy musiałam udać się do lekarza i mimo tego, że były to wizyty prywatne spotkałam się z kompletnym brakiem życzliwości i miłego traktowania. Czy wymagam za dużo? Czy Polacy są naturalnie mniej życzliwym narodem niż Brytyjczycy i z tego wynika tak częste niemiłe traktowanie w polskiej służbie zdrowia? Czy w gabinecie lekarskim powinnam liczyć jedynie na rzetelne informacje a grzeczność lekarz ma prawo zostawić za …

IMGP8041

O miłości i małżenstwie

Nie wiedzieliśmy, w co się pakujemy. Skąd mogliśmy wiedzieć. Dzisiaj wiemy o sobie dużo więcej, ale i tak cały czas J mnie zaskakuje. Kiedy przestajemy się zaskakiwać i stajemy się dla siebie nawzajem zupełnie przejrzyści i przewidywalni, kończy się zakochanie. Bo miłość to coś zupełnie innego. Pięć lat temu myślałam, że wiem, czym jest miłość. Miałam swoją definicję: miłość to decyzja, zobowiązanie wobec drugiej osoby, że zawsze będę pragnęła jego szczęścia, stawiała jego potrzeby przed swoimi. Teraz wiem, że mimo tego, że zaznałam miłości to nadal jej nie znam do końca. Zmieniam się razem z nią, razem z nim. Dorastamy, a z tym procesem dorasta nasza miłość. I codziennie może znaczyć coś innego. Nie ma potrzeby ograniczać jej definicjami. Po prostu jest. My jesteśmy. I mimo tego, że po pięciu latach jest to dla mnie tak oczywiste, jak wschód i zachód słońca, to brakuje mi oddechu na myśl, że to się może zmienić. Małżeństwo to szaleństwo. Statystycznie coraz częściej skazane na niepowodzenie. Czasem się mówi, że to coś przeciwko ludzkiej naturze i zupełnie się z …

IMG_0518

Prywata: wolne dni

Nadszedł upragniony czerwiec a wraz z nim wolność. Codzienność przewróciła się do góry nogami i już nic nie każe mi robić. Nie ma nakazów, nie ma zakazów. Poranki są moje, południe jest moje i wieczory należą do mnie. Dni zlewają się w jedną rozciągniętą jak gumka od majtek całość. A ja chodzę jak we śnie, poruszam się powoli i odliczam dni do niewiadomego punktu w przyszłości. Do końca tygodnia? Po co? Przecież kolejne dni będą takie same. Praca to życie Jestem człowiekiem pracy, a brak zajęcia mnie zabija. Tęsknie za szpitalem, za szybkim tempem dnia, kiedy minuty znikają nie wiadomo gdzie, a w dwunastu godzinach zmieści się 20 rozmów z pacjentami, cztery żarty wymienione z pielęgniarką, pół godziny przeznaczone na jedzenie i 5 km przebiegnięte po korytarzach do pacjenta z zatrzymaniem akcji serca. Niczym Hugh Grant w „Był sobie chłopiec” dzielę dzień na części. Budzę się starym zwyczajem koło 6 rano. Ciało nie da się oszukać. Do 8 siedzę w łóżku, czytam wiadomości i załamuję nieproporcjonalnie chude nadgarstki nad stanem rzeczywistym tego świata. Wypijam szklankę …