Month: November 2015

paris video from a weekend trip

Krótko: nienawiść to nienawiść.

Po dwóch tygodniach urlopu wydaje mi się, że jest wszędzie: w telewizji, w mediach społecznościowych, w silnym ramieniu chłopaka, który tak mocno naparł na mnie na chodniku, że straciłam równowagę. Szukam w świecie łagodności. Ostatnio na próżno. Po wczorajszej paryskiej tragedii, głosy nienawiści zaczęły dobiegać z ust, z których nigdy bym się ich nie spodziewała. Miliony ludzi posądzane są o nienawiść w komentarzach przesyconych nią na wskroś. Tak jak napisał Konrad — nazywana hejtem brzmi dużo łagodniej, może nawet zabawnie. Płytko. Mniej poważnie. Jest prawie usprawiedliwiona. Zbyt łatwo uzasadniana, pod angielskim pseudonimem panoszy się nawet wśród naszych bliskich. Nienawiść ma to do siebie, że tak jak jej przeciwieństwo, miłość, może popchnąć do działania. Ma w sobie cechę spontaniczności. Staje się przerażającym natchnieniem i zachętą. Fala nienawiści, jaka wylewa się ostatnio w internecie, jest dla mnie nie do pojęcia. A jeszcze gorszy jest brak zrozumienia tych, którzy ją wylewają. Brak przyznania się do tego, że posądzanie milionów ludzi o złe zamiary tylko ze względu na ich religię jest krzywdzące. Że polubienie zdjęcia szydzącego z imigrantów nie jest …

photo-1446933810843-52d1ae9be86b

Found: Lekarstwo na jedną trzecią objawów z jakimi borykają się Polacy

Jest jedno lekarstwo na świecie, które niewiele kosztuje, a leczy cały wachlarz chorób i schorzeń. Jest niezastąpione w przypadku prostych złamań, przeziębienia, bólu głowy, wysypek u dzieci, kaszlu. Niektórzy niesłusznie uważają je za zbyt niebezpieczne, żeby używać go w codziennej praktyce lekarskiej i przez to narażają swoich pacjentów na zbędne inwazyjne testy diagnostyczne, które często do niczego nie prowadzą. Ale o nim za chwilę. Zacznijmy od przykładu z mojego podwórka: w Polsce, jeśli ktoś myśli, że ma złamaną kość, zgłasza się na SOR. Tam zostaje zrobione prześwietlenie i przychodzi lekarz ortopeda, który nastawia złamanie, jeśli jest taka konieczność i zaleca leczenie np. w formie usztywnienia w gipsie. Następnie pacjent zapraszany jest na wizytę kontrolną, ale może się okazać, że kolejki do takiego lekarza są tak długie, że zapisywać się trzeba z wyprzedzeniem trzech tygodni. Tak naprawdę pacjent nie wierzy, że to proste złamanie, w końcu boli jak cholera, więc coś musi być na rzeczy. Idzie więc prywatnie jeszcze raz do lekarza i prosi o drugą opinię. Ten postanawia powtórzyć rentgen, tak dla pewności, stwierdza złamanie …

W trek day 5  (17 of 28)

Goniąc lodowce – Rejs fiordem Ultima Esperanza

Na dwa ostatnie dni w Patagonii  nie mieliśmy żadnych planów. Wstaliśmy wcześnie, zjedliśmy kanapki z serem na śniadanie w kawiarni schroniska i poszliśmy na spacer po Puerto Natales. Nie ma tam aż tak wiele do zwiedzania: mały placyk z kościołem, promenada nad morzem i wiele sklepów ze sprzętem górskim. Koniec marca to w Patagonii początek jesieni. Powietrze było chłodne mimo świecącego na północnej stronie nieba słońca. Przeszliśmy się drogą prowadzącą w stronę gór, parę kilometrów za miasteczko. Co jakiś czas przejeżdżał samochód. Niewiele się działo. Powolne życie płynące w rytmie topniejącego lodowca, jak to już kiedyś pisałam. Mieliśmy jeszcze jeden dzień w Patagonii i rozważaliśmy wycieczkę do Argentyny do parku Los Glaciares, żeby zobaczyć słynny Perito Moreno. Mogliśmy wynająć samochód i jechać na własną rękę, ale wiele czytałam na ten temat i podobno granica Argentyńska nie jest najłatwiejszą do przekroczenia dla pojedynczych turystów. Lepiej wybrać się z wycieczką. A te zaliczają się do koszmarnych wycieczek rodem z podstawówki-czyli jedziesz gdzieś 6h, wysiadasz na 40 minut, żeby porobić zdjęcia i siedzisz w autobusie kolejne 6 w drodze …

W trek day 5  (6 of 21)

Ostatni dzień na Trasie W

Nasz czas na trasie W dobiegał końca. Dzień wcześniej zobaczyłam Wieże, ale nie to było dla mnie najważniejsze w tych 5 dniach spędzonych w górach. Torres del Paine wzbudziły we mnie zachwyt nieporównywalny do innych miejsc, które widziałam w życiu. Po kilku nocach w namiocie trochę tęskniłam do ciepłego łóżka i dobrej kawy, ale moje myśli często biegły ku pytaniu: co zrobić, żeby moje życie składało się w większej części z takich przeżyć i widoków jak w Patagonii. Wstaliśmy po nocy nieco obolali. Podłoże w lesie, w którym spaliśmy, było dość twarde i czuć było parę kamieni pod karimatami. Część ludzi z namiotów obok jeszcze głęboko spała, po powrocie ze wschodu słońca przy wieżach. Dla nas pójście na wschód nie miało już sensu, w mojej pamięci Torres zapiszą się w wieczornym świetle, z błękitnym niebem i paroma obłokami zaczepionymi o granitowe skały. Wierzę w pierwsze wrażenia i malowanie wspomnień we własnej pamięci. Do tych, które chcę zatrzymać wracam często w wolnych chwilach. Kiedy jadę do szpitala rano samochodem i mowię do Kuby: pamiętasz jak siedzieliśmy …