Month: February 2015

proste życie

W przedszkolu prostego życia. Minimalizm #4

W moim przekonaniu proste życie to takie, w którym każdy dzień składa się z elementów przynoszących radość i spełnienie. Jest wolne od rozproszeń i niezamierzonych działań będących złodziejami czasu.  Daleka odległość od tego celu sprawia, że zaczynam wątpić w jego istnienie.   Czasem myślę, że do prostego życia jestem jeszcze bardzo daleko. Marzę o małym domku w Polsce, o tym, że będę się budzić rano, robić kawę i wychodzić na dwór, żeby pomyśleć. Wracać z pracy ze szpitala, gotować obiad, siadać z widokiem na łąki i czytać książki. To moja wizja szczęścia. Więcej mi nie potrzeba. Jedyny problem jest taki, że w mojej wyobraźni nie dzieje się to jutro czy za rok, ale w dalekiej przyszłości. Po dłuższym zastanowieniu myślę, że proste życie to nie cel, który pewnego dnia osiągnę i który nie będzie wymagał ode mnie żadnego wysiłku. To proces, który może zacząć się tak szybko, jak o tym zdecyduję. Proste życie Codziennie rano, kiedy się obudzę, mogę zdecydować czy chcę przeżyć ten dzień w prosty, czy skomplikowany sposób. Czy moje cele będą wygórowane …

o marzeniach

Marzenia? Wolę pustą baterię.

Podziwiam osoby, które żyją swoimi marzeniami. Taki wiek. Jesteśmy jeszcze młodzi, większość z nas nie ma kredytu i już wiemy, żeby raczej nie brać go w walucie, w której nie zarabiamy. Tylko czy marzymy o tym, czego naprawdę pragniemy? Czy nasze pragnienia nie są wypadkową całego szumu, jakim jesteśmy otoczeni, odkąd przestaliśmy na zawołanie rodziców wydawać głosy zwierząt hodowlanych? Kłamstwo Moje pokolenie, nazywane pieszczotliwie ostatnimi dziećmi komunizmu, miało szansę obserwować, jak wygląda dojście do jako takiego sukcesu. Nasi rodzice, z większą lub mniejszą zwinnością, odnaleźli się w Polsce, która zostawiła czasy partyjne za sobą. A przynajmniej się starała. Stara. Ich ciężka praca zaowocowała schludnym mieszkaniem, wakacjami, wyjściami na Sylwestra organizowanego w lokalnej sali weselnej (lub gimnastycznej – pozdro dla Garwolaków). Obrotniejsi założyli własne firmy i wzbili się na wyżyny kapitalizmu. My bacznie obserwowaliśmy cały proces łypiąc znad naszych konsol pegazusa. Konsole zamieniliśmy na komputery (Braci Mario na Need for Speed i Simsy) i w międzyczasie dorośliśmy. Przez pierwsze 12 lat edukacji rodzice mówili nam, że wystarczy dobrze się uczyć, że jesteśmy wyjątkowi, że jak tylko …

Edinburgh Morningside and Tollcross (32 of 36)

Photowalk in Edinburgh #1

I have 11 days left until my first exam. Life consists of two things mainly: revision and procrastination. I work hard to make sure that there’s more of the former happening, but you know, it doesn’t always work out. Yesterday was a beautiful day, so we decided to go for a long walk around Edinburgh. We walked up to Tollcross, then to Bruntsfield and Morningside. Wondered around Grange and the Meadows park and ended up in a local coffee shop for a flat white and some people watching. There are the first signs of Spring in the city. Only 35 days left. We can do it. In the meantime, here are some photos from yesterday.

zapach nowego zycia

Zapach nowego życia

Życie przychodzące na świat ma charakterystyczny zapach. Jest mokry, z tonami zielonego, niepodobny do zapachu innych płynów ustrojowych. Nie umiem porównać go do niczego innego, ale jest uzależniający. Po pierwszym razie chciałam więcej. Uważam, że ból jest przereklamowany. Cierpienie nie uszlachetnia. Nie ma nic szlachetnego w kobiecie wyjącej z bólu i błagającej o znieczulenie. Śpiącej ze zmęczenia między skurczami, mdlejącej, kiedy przychodzą i zwijają jej macicę w ciasny węzeł, wymiotującej, kiedy tylko ma na to siłę. Ból sprowadza człowieka do poziomu najbardziej organicznego. Jedyne, o czym myśli, to żeby przestało boleć. Wszystkie inne potrzeby schodzą na drugi plan. Nie starcza siły i woli na myślenie o celu cierpienia, ofiarowania go za rodzące się dziecko. To jeden z największych mitów naszych czasów. Ból jest oznaką, że coś jest nie tak. Sygnałem, że trzeba coś zmienić, a nie go gloryfikować. Dlaczego więc nowe życie przychodzi na świat w najbardziej bolesny sposób? Chciałabym, żeby odpowiedź miała egzystencjalne znaczenie, ale jest niestety banalnie prosta. Żebyśmy mogli chodzić na dwóch nogach i myśleć. Nasze miednice są za wąskie, a mózgi …

mountains 7

Zasady są granicami wyznaczającymi szczęście

6 rano. Dzwoni jej budzik. Szybko dotyka ekranu, żeby przestał. Wyślizguje się z łóżka, żeby nie zdjąć przypadkiem z niego kołdry. Po omacku idzie do fotela, gdzie zakłada wcześniej przygotowane ubrania. Nie zapala światła. Pierwsze promienie słońca wpadają przez szpary w żaluzjach na jego twarz. Pochrapuje cicho. Wsuwa bose stopy w filcowe kapcie i idzie do kuchni. Skarpetki zakłada dopiero przed wyjściem z domu. Tak woli. Zanim włączy ekspres do kawy idzie wylać z niego wodę do toalety. Dwa tygodnie temu on musiał spędzić pół soboty z głową pod zlewem, odtykając uparte kolanko. Otwiera nowe opakowanie kawy, chwilę czeka, żeby nacieszyć się zapachem palonych ziaren. Opakowanie po poprzedniej kawie wyrzuca do pudła na recykling, które on wynosi raz w tygodniu. W tle leci Mela Koteluk. Przed wyjściem z domu całuje go w policzek. Wyłącza światło w kuchni i łazience. Wie, że jemu zależy na oszczędzaniu energii. Jej niby też, ale czasem spieszy się za bardzo i nie pamięta o takich drobiazgach. On jest sową, ona uwielbia poranki. W weekendy on wstaje razem z nią, żeby …

woman

Ta o pustych synapsach

Głosy wokół ciebie są wytłumione, twój mózg owinięty grubą płachtą waty, małe kłaczki przyklejają się do lśniącej tkanki. Każda myśl boli, a kolory są tylko odcieniami szarości. Czujesz się, jakbyś pływała pod powierzchnią wody, każdy oddech to wysiłek. Nie starcza ci tlenu, a jednocześnie jesteś winna temu, że oddychasz. Zabierasz tlen innym ludziom, którzy bardziej zasługują na te atomy życia. Wszyscy zasługują bardziej niż ty. Jesteś wysoce niezasłużona. Pamiętasz, jak spadłaś z roweru po pierwszej komunii? Zdarta skóra piekła, krew się sączyła powoli jak miód. To jak ukąszenie komara, krótka piłka, ból i po bólu, to co czujesz teraz, nigdy się nie skończy. Już zawsze będzie bolało, już nie ma dla ciebie nadziei. Przecież tak się nie da żyć. Patrzysz na innych i zastanawiasz się, skąd biorą siłę. Skąd ich mięśnie twarzy mają energię do skurczu, który kończy się uśmiechem. Wszystko dzieje się w wolnym tempie, ale ty nadal nie nadążasz. Będziesz do tyłu, już nie pamiętasz, jak to jest być gdzie indziej. Próbujesz sobie przypomnieć, jak to było być szczęśliwym. Zbierasz wszystkie siły, żeby …

Pentlands winter walk  (14 of 31)

Winter walk in the Pentlands

[vc_row type=”in_container” bg_position=”left top” bg_repeat=”no-repeat” scene_position=”center” text_color=”dark” text_align=”left” bottom_padding=”4%”][vc_column][vc_column_text] Winter walk in the Pentlands When we first moved to Edinburgh I used to live in a neighbourhood called Marchmont – a part of town mostly inhabited by students and some families. After the first year we rented a small flat in the attic in Morningside, on Maxwell Street. I shared a room with my younger sister and the view from our window was looking out towards the Pentlands. Even if the pavements in Edinburgh are still dry and mornings not frosty at all, the Pentlands are usually dusted with white powder or a snowy duvet after some colder days. On Sunday we woke up early. I fried the bacon rashers and toasted some bagels while J flicked through a hill walking guide and chose a path – a loop of around 9 km through the hills. Since we were going for a long walk we shared 3 bagels between us. They tasted almost as well as in NYC. Almost. The bacon was super crispy. Our …

download 1

Porozmawiajmy o tabu

Pamiętam taki program, który zawsze leciał na dwójce po Mama i Ja – Porozmawiajmy o Dzieciach. Kojarzysz? Taka nuda! Zawsze wtedy wyłączałam telewizor. A w wakacje się wstawało wcześnie rano na Tajemnicę Sagali albo Wow. To dopiero była telewizja. Ach, lata 90… Najlepsze czasy. Beztroska. Pamiętam, że niektórzy wychodzili na podwórko już po Mama i Ja, a inni jeszcze zostawali na Disco Polo Life. A potem się łaziło po węglu za blokiem. Oczywiście w nowych tenisówkach. Nogi były brudne po kolana. A do kotłowni nikt nie chciał wchodzić, bo nie wiadomo co tam się kryło. Do tej pory nikt tego nie wie. Ale nie o tym chciałam dzisiaj. Postanowiłam po raz ostatni wspomnieć o konkursie na Tekst Roku. Jest on dla mnie trochę ważny. Piszę, że trochę, bo nie zależy mi na niczym innym niż większej liczbie czytelników. Nie wiem, po co organizatorzy starali się o inne nagrody. Jak wiecie jestem zdeklarowanym blogerem antykomercyjnym i gardzę konsumpcją i kapitalizmem (żarcik). Czytam wiele blogów o bardzo lekkiej tematyce, ale sama nie umiem takiego pisać. Już taka …

Pentlands winter walk  (1 of 1)

On microadventures

Have you guys heard the term microadventure? It was coined by a man who is the kind of person who would swim across an ocean then land on a paradise island and buid his own canoe, then paddle in it to the continent, he would find a river, which would eventually lead him to Alaska. He would then survive the winter, sledging with wild dogs (or wolves) and sleeping under Aurora Borealis in a snow shelter and eating beaver stew for dinner. In all truth he is a man who won the National Geographic adventurer of the year in 2012 and started a new movement (and a business) called Microadventures. The idea is to encourage people who have 9-5 jobs, mortgages and families (i.e. most of us) to be adventurous after we come back from the office. We are defined by our 9-5, but we have a freedom to do whatever we want in our 5-9. How about taking a tent, going for a walk in the woods, sleeping under the stars and cooking a …

ring

Piszę, bo muszę

Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zobaczyłam po powrocie do naszego domu w Garwolinie po akcji pożarowej parę lat temu, był mój pamiętnik z lat gimnazjum i pudełko listów. Było ich ponad sto. Wszystkie ocalały. Pamiętnik też. Nie przeszedł swojego chrztu wodą strażacką zbyt dobrze. Zwłaszcza te strony zapisane atramentem. Zawsze dużo pisałam. Przelewanie myśli na papier było dla mnie łatwiejsze niż dyskusje z drugim człowiekiem. Wiem, że to nie do końca dobra kolej rzeczy. Rozmowy też są bardzo ważne, ale ja potrzebuje więcej czasu, żeby uformować myśli. Zastanawiałam się ostatnio jakiego typu wpisy najchętniej piszę tu na swoim blogu. Na początku myślałam, że będą to podróże i fotografia. Kiedy Mama namówiła mnie, żebym zaczęła pisać po polsku, postanowiłam pisać o medycynie. Tematy społeczne, z którymi spotykam się na co dzień w szpitalu, bardzo mnie poruszają. Lubię obserwować własne reakcje, a dużo łatwiej się im przyjrzeć, kiedy są zapisane. Często czuję się uprzywilejowana jako studentka medycyny. Pacjenci są tacy ufni. Tak szybko obnażają nie tylko swoje ciała do badania, ale też swoje myśli, postawy, relacje. W …